czwartek, 6 października 2016

1.


 "Dear bad luck,
 let's break up."

 *

Rzecz w tym, że tak naprawdę pech prześladuje mnie od zawsze. Odkąd pamiętam. Pech, który towarzyszył mi, zanim jeszcze mama zdążyła wypełnić akt urodzenia. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że urodziłam się 29 lutego?

Zresztą, nieważne - przejdźmy dalej...

Ari - tak zwracają się do mnie wszyscy moi znajomi. Dlaczego? Otóż gdy byłam mała moi wspaniali rodzice, z racji tego, że miałam rude włosy, a moja mama była wielką fanką Małej Syrenki, postanowili, że dadzą mi na imię Ariel. ARIEL. Którzy normalni rodzice robią swojemu dziecku coś takiego?? Ta, moi. W każdym razie nigdy nie lubiłam swojego imienia i raczej się to nie zmieni.

A teraz zajmijmy się najważniejszym tematem: NIGDY NIE MIAŁAM CHŁOPAKA. Tia. Niby nic, ale ja mam dwadzieścia lat. DWADZIEŚCIA! W tym wieku większość dziewczyn ma za sobą chociaż jeden, albo nawet kilka związków. Ale nie ja.

Co jest ze mną nie tak?

Nie jestem znowu aż tak brzydka. Mam przeciętny wygląd: niska, szczupła dziewczyna, z wielkimi, zielonymi oczami. Ach, no i z burzą ogniście rudych, niemożliwych do okiełznania włosów.

Więc dlaczego żaden facet się mną nie zainteresował? (Nie licząc tych wszystkich meneli, którzy zaczepiają mnie na ulicy drąc się: 'E, Zdzichu! Pa no jako ładno dziołcha tu lezie!'

To potrafi podnieść człowieka na duchu i podbudować jego poczucie wartości. Serio. Kiedyś muszę im podziękować.)

Dobra, ja wiem dlaczego nikt mnie nie chce. To przez mojego pecha. (No i może jeszcze przez niewyparzoną gębę. Ale to szczegół.)

BOŻE, DLACZEGO MI TO ROBISZ??



Tak czy siak wcale nie dziwi mnie to, że wchodząc przez próg do nowego mieszkania, niosąc ogromne pudło, potykam się i padam razem z nim na ziemię. Szczerze? Jestem już przyzwyczajona do takich sytuacji. Zresztą... to nie jest najgorsza rzecz jaka mi się w życiu przydarzyła. To nawet nie jest najgorsza rzecz jaka przydarzyła mi się tego dnia. Przynajmniej nikt tego nie widzi. Bo ogólnie mam talent do robienia sobie wstydu przed publicznością... Nie wiem jak i dlaczego, ale to po prostu się dzieje. Potykam się o własne stopy (nie mówiąc już o jakichkolwiek nierównościach), upuszczam co drugą rzecz, jaka trafi w moje ręce, kiedy coś jem połowa z tego ląduje na moim ubraniu i tak dalej, i tak dalej... Wymienianie wszystkiego zajęłoby mi pół dnia.

Ale skupmy się na ważniejszych sprawach. Takich jak na przykład moja przeprowadzka. Tak - nareszcie nadszedł ten dzień, w którym, w wieku dwudziestu lat wyprowadzam się od rodziców, żeby rozpocząć samodzielnie życie i stać się odpowiedzialną młodą kobietą!

A przynajmniej tak to ujęła moja mama... Ja nie jestem tego taka pewna.

Zdecydowałam się jednak na przeprowadzkę, bo miałam już dość tego, że dojazd na uczelnie zajmował mi codziennie prawie godzinę. No i namówiła mnie też do tego moja koleżanka - Ola - którą poznałam na pierwszym roku studiów, a która będzie teraz moją współlokatorką.

Nie wiem czy to przeżyje, ale jedno jest pewne: kocham mój nowy pokój. Nie jest ogromny, ale wystarczająco duży, żeby pomieścił wszystkie moje rzeczy, których nie jest znowu aż tak mało. W wystroju dominuje kolor różowy, który uwielbiam. No i mam swój balkon! Nic więcej mi nie potrzeba.

A nie, jest jedna, mała wada - nie mam łazienki bezpośrednio połączonej z moim pokojem. Żeby się do niej dostać, muszę przejść przez cały salon. Trochę to niewygodne, ale się przyzwyczaję. Nie mam innego wyjścia. 


*

- Jesteś pewna, że sobie poradzisz? - pyta moja młodsza siostra, kiedy wszystkie rzeczy znajdują się na swoich miejscach, a ja, chcąc zobaczyć efekt końcowy, cofam się w tył, przy okazji potykając się o but, który wcześniej tam postawiłam.

- Jakoś muszę. - uśmiecham się, usiłując złapać równowagę.

Odpowiada mi tym samym lecz mimo wszystko zauważam w jej oczach zmartwienie. Na ten widok ogarnia mnie rozczulenie.

Natalia - moja kochana, mała siostrzyczka...

Mimo że jest młodsza o trzy lata, to ona zawsze opiekuje się mną, a nie na odwrót. Jak na swój wiek jest bardzo poważna i odpowiedzialna, co czyni z niej moje kompletne przeciwieństwo. Troszczy się o mnie i dba o to, żebym nie popełniła jakiegoś głupstwa. No cóż... niestety los pokarał ją taką, a nie inną starszą siostrą, a mi się poszczęściło.

Dla każdego jest miła i pomocna. Jednak w nawiązywaniu kontaktów przeszkadza jej chorobliwa nieśmiałość. Nienawidzi tłumów. A kiedy już się w jakimś znajdzie, zawsze wygląda jakby chciała wtopić się w tło. Więc po prostu często, zamiast wychodzić gdzieś ze znajomymi, zaszywa się w pokoju, ucząc się lub czytając książki.

- Nie chce żebyś się wyprowadzała. - mówi cicho.

- Hej, przecież będę często was odwiedzać, a ty możesz tu wpadać kiedy tylko zechcesz. - uśmiecham się.

- Ale to już nie będzie to samo. - stwierdza, po czym marszczy czoło, rozglądając się na boki. - Kto cię będzie tu pilnował?

Mimowolnie parskam śmiechem.

- W końcu muszę się usamodzielnić, nie sądzisz?

- To się nigdy nie uda... - mruczy pod nosem, za co obrywa z pięści w ramię.

- Dzięki za twoją niezachwianą wiarę we mnie. Wiedziałam, że będę mogła na ciebie liczyć. - mówię z sarkazmem.

- Polecam się na przyszłość. - uśmiecha się szeroko, a ja kręcę głową z niedowierzaniem.

I jak tu nie stracić poczucia własnej wartości, skoro nawet młodsza siostra w ciebie nie wierzy?

- No cóż siostrzyczko, ja muszę się już zbierać. Obiecałam rodzicom, że za pół godziny będę. - rzuca Nat, patrząc na zegarek, po czym chwyta mnie za ramiona. - Postaraj się tu przeżyć sama przez te kilka dni zanim znowu cię odwiedzę, ok?

Przewracam oczami.

- Przecież nie jestem jeszcze aż tak niepełnosprawna.

W odpowiedzi tylko unosi brwi, a ja postanawiam tego nie komentować. Zamiast tego przytulam ją mocno.

- Dobra, to przekaż mamie, że na razie nie musi tu przyjeżdżać, bo ze wszystkim dałam sobie radę. - szczerze się.

- Taa... Znając ją i tak w najbliższych dniach możesz się jej tu spodziewać. - parska, po czym rusza w stronę drzwi. - To papa Ari, tylko nie zabij mi się tu. - rzuca jeszcze, po czym wychodzi, a ja zostaję sama.

Patrzę na zegarek: 16.13 - Ola mówiła, że mogę się jej spodziewać najwcześniej po siedemnastej, więc z braku lepszego zajęcia, idę do pokoju, zakładam słuchawki i podśpiewując, zaczynam przestawiać swoje rzeczy. Układam wszystko starannie na nowych miejscach i tak zlatuje mi prawie cała godzina. Zadowolona podziwiam efekt swojej pracy, bo wiem, że taki stan nie potrwa długo... Po prostu nie potrafię utrzymywać porządku, dlatego zazwyczaj mój pokój wygląda jak po jakimś kataklizmie.

No ale cóż... po prostu zawsze rano wstaje za późno, szykuje się w pośpiechu i rozrzucam wszystkie rzeczy... a potem nie chce mi się tego sprzątać.
Tak - jestem leniwa. I to bardzo. Gdybym tylko mogła spędzałabym całe dnie nie robiąc nic, tylko śpiąc i jedząc...
Co do jedzenia - cała ta przeprowadzka zużyła dużo mojej energii, więc idę do kuchni i zaczynam przygotowywać kanapki, gdy do mieszkania wbiega zdyszana Olka.

- Jest kuwa tak zimno, że aż biegłam. - sapie, zdejmując buty.

- Ekhem... to następnym razem ubierz się jeszcze cieniej. - prycham, obrzucając znaczącym spojrzeniem jej strój - cieniutki żakiet i krótką spódniczkę.

- No weź, przecież nie poświęcę mody dla wygody. - przewraca oczami, po czym rozgląda się dookoła, a jej wzrok zatrzymuje się na otwartych drzwiach od mojego pokoju. - Widzę, że już wszystko ogarnęłaś. - szczerzy się.
- Si, jak na mnie poszło całkiem sprawnie. - uśmiecham się szeroko.

- Osz ty moja kaleko, nawet nie wiesz jak się cieszę, że będziemy razem mieszkać. - parska, podchodząc do mnie i udając, że chce mnie poklepać, a tak naprawdę zgarnia dopiero co zrobioną przeze mnie kanapkę i zaczyna uciekać.

- Heej! Wara od mojego jedzonka! - dre się, ale Olka macha mi tylko, po czym znika w swoim pokoju. No tak, przecież wspominała, że wieczorem wychodzi ze swoim chłopakiem - który tak na marginesie jest siatkarzem i gra w lokalnej drużynie - więc pewnie musi się przygotować.

Kręcę głową i wzdychając zabieram się za robienie kolejnej kanapki.

Już czuję co się będzie tutaj działo...



*

No i mamy jedyneczkę. ;D
Na razie trochę nudno, jak to na początku bywa, ale już w następnym rozdziale poawią się siatkarze, więc powinno zacząć się więcej dziać. ^^
Tyle, że nie wiem kiedy ten kolejny rozdział się pojawi, bo na razie kompletnie nie mam czasu na pisanie, ale w każdej wolnej chwili będę się starała coś naskrobać...
Pozdrawiam. ;*

5 komentarzy:

  1. Świetny. ♡.♡
    Czekam na kolejny z niecierpliwością i życzę dużo weny. ❤

    Pozdrawiam. ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapraszam na nowe opowiadanie o Filippo Lanzie. :P
    http://prawdziwa--milosc--przetrwa--wszystko.blogspot.com/2016/10/prolog.html

    „Historia dziewczyny, która wydawało by się, że jest szczęśliwa. Bo poniekąd tak jest. Ma wspaniałego męża, którego bardzo kocha. Tak samo jak on ją kocha. Jest też świetną siatkarką. Ale pewna osoba uprzykrza jej życie i nie rozumie dlaczego. Bo przecież nic tej osobie nie zrobiła. A może jednak tak? Tylko, że tego nie pamięta. Czy w końcu dojdą do porozumienia? Czy jej mąż zawsze będzie ją wspierać? Czy ich wspaniała miłość przetrwa wszystko?”

    Mam nadzieję, że wpadniesz i pozostawisz po sobie ślad. :)

    Pozdrawiam. :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytając to, odnoszę wrażenie, że piszesz o mojej przyjaciółce. Ona też jest typem pechowca, co prawda nie urodziła się 29.02 (swoją drogą, to fajna data. A jak już się ma urodziny to pewnie z pompą xD), ale ostatnio np. potknęła się podczas spaceru. Na płaskiej drodze! I tak trochę nie mogłyśmy zatamować krwawienia. Myślę, że Ari będzie podobna.
    Mój brat opowiadał mi o jakimś teledysku, w którym główną bohaterką była jakaś pechowa dziewczyna. Spotkała pechowego chłopaka i żyli razem w pechu :D może tutaj będzie podobnie? A może wręcz przeciwnie - Jenia będzie oazą szczęścia? Po cichu na to liczę (:
    Mimo iż nie jestem jego fanką, zostanę tutaj. Bardzo mnie zaintrygowałaś i polubiłam Twój styl pisania.
    Swoją drogą, mam taką myśl, że masz bardzo mało czytelników, a przecież 'fanki' lubią Jenie. Z kolei osoby nieumiejące pisać mają po 20 komentarzy z komplementami. Świata jest jednak dziwny ;/
    Tak czy inaczej ja planuję tutaj zostać. Mimo iż miewam ostatnio mało czasu, postaram się wpadać częściej niż raz na kilka miesięcy.
    Całusy i duuużo czasu oraz weny.
    PS. A w wolnej chwili zapraszam do siebie i Włochów :3
    zostan-z-nami.blogapot.com
    uciekam-przed-miloscia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, dziękuje bardzo za miłe słowa ;*
      Z pewnością wpadnę do Ciebie, jak tylko znajdę trochę czasu ^^

      Usuń
  4. Zapraszam na nowe opowiadanie o Kevinie Tillie. :)
    http://the-future-starts-tuday-not-tomorrow.blogspot.com/2016/11/prolog.html

    „Historia Emilii, która uciekła od swojego chłopaka tyrana. Bił ją i upokarzał, znosiła to bo go kochała. Ale kiedy dowiedziała się, że jest w ciąży i postanowiła od niego uciec, bo nie chciała by jej dziecko urodziło się w takiej rodzinie i, żeby później nie cierpiało, jak ona.
    Kevin, samotny ojciec trzyletniego chłopca. Matka chłopca zmarła zaraz po porodzie. Po śmierci narzeczonej, Kevin się załamał. Ale wiedział, że ma dla kogo żyć i, że jego rodzina zawsze mu pomoże w wychowywaniu syna i, że będzie mógł grać dalej. Potem poznał Annę z którą był dwa lata, ale nie dla niej było wychowywanie obcego dziecka. Więc zostawiła go.
    Drogi Kevina i Emilii się spotykają. Czy obdarzą się zaufaniem i tym uczuciem zwanym „Miłością”? Co zrobią gdy na ich drodze do szczęścia stanie były dziewczyny. Czy oboje sobie z tym wszystkim poradzą?”

    Mam nadzieję, że wpadniesz i pozostawisz po sobie ślad. xP

    Pozdrawiam. :*

    OdpowiedzUsuń